Próba powrotu

Tak. Dawno mnie tu nie było. Wiele osób się stęskniło za moimi tekstami o czymkolwiek (sic!), a i mnie brakowało słowa pisanego. O tym ostatnim uświadomił mnie Maciek, (kumpel z liceum, znany niegdyś jako Teleri) mówiąc, iż znalazł na swoim dysku kopię mojego starego opowiadania fantasy sprzed wielu lat. Ot, wspomnienia. No to w takim razie spróbujmy coś popisać. Tyle, że - dla odmiany - krótko i rzeczowo. A za to częściej. Co Wy na to...?

Zatem... zacznijmy może od samego początku. Jestem Meleth. Meleth Ilverin, żeby było bardziej oficjalnie. A dla przyjaciół, po prostu Mel. Jako że jest to miejsce publiczne, staram się nie używać personaliów swoich ani nikogo innego, jeżeli tylko mam jakiś "zastępnik". No, mniejsza o nazwy. Ja to ja i tyle. Kim jest ten "ja"? Ot, student ostatniego roku Telekomunikacji na krakowskiej AGH, który za pół roku powinien oddać pracę magisterską na temat szyfrowania tekstu w obrazie. Jak się łatwo domyśleć, praca na chwilę obecną leży. I kwiczy. Cóż, permanentny brak czasu na cokolwiek to moja wizytówka. Co jeszcze zabiera mi czas, poza projektami na uczelnię? Po pierwsze praca - projektuję sieci kablowe dla UPC pod szyldem pewnej amerykańskiej firmy, która potrafi docenić pracownika. Praca jest fajna, podoba mi się, ale nie jest przyszłościowa. Cóż, taka przejściówka. W każdym bądź razie na chwilę obecną. A drugi czaspożeracz? Dom. Staram się poświęcać mu czasu tyle, ile się da. Po pierwsze z powodu mojego poczucia obowiązkowości i lojalności względem rodziny, a po drugie dlatego, że trafili mi się raczej wymagający rodzice. Słucham? Nie, nie narzekam. Tak już po prostu jest - z oczywistych względów bardzo liczę się z ich zdaniem. A czasem - z mniej oczywistych - aż za bardzo. Cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko... Idźmy dalej. "Ja" to nie tylko obowiązki i powinności. To także moje własne mełe szczęścia - ucieczki do świata marzeń i fantastyki. Książki, gry, filmy - dokładnie w tej kolejności szukam oderwania się choć na chwilę od rzeczywistości i zatopienia się w innym, wymyślonym świecie. To taka moja recepta na codzienne troski. A poza tym... rodzina, przyjaciele, kumple, znajomi - uważam ludzi za największą radość życia i z nimi staram się spędzić jak najwięcej chwil. Mimo, iż w głębi duszy jestem samotnikiem. Ale to długa historia, więc mniejsza o to. Dalej... muzyka. Uwielbiam ją i żyję nią. Wszystkim, co ma rytm, melodię, ładne słowa i jest dobrze skomponowane. Muzyka poważna, symfoniczna, rockowa, metalowa i każda inna, której słuchanie sprawia mi przyjemność. To daje mi siłę i pozwala uzewnętrznić uczucia. A właśnie, co do uczuć. I ludzi. Od wielu lat nie jestem w żadnym związku, a moje serce tuła sie samotnie po drodze życia. Co gorsza przywykłem do tego i nie wiem, czy potrafię to zmienić. Bo chcieć chyba chcę... Ale to dłuższa historia, nie na teraz. Co jest jeszcze takiego ważnego u mnie? Jest coś takiego. Nie tyle ważne, ile "najważniejsze". Wiara. To jest główny motor mojego działania. Staram sie zawsze stawiać ją w centrum mojej egzystencji, według niej żyć i kierować się ścieżkami wskazywanymi przez jej drogowskazy. Zadanie trudne, aczkolwiek mimo potknięć nie zawracam z tej drogi, bo ona nadaje temu wszystkiemu sens.

Hmmm... może tyle na początek. Postaram sie napisać coś w miarę szybko i w miarę krótko. Teraz tylko stały punkt programu, czyli piosenka. Dziś utwór, który daje mi nadzieję, iż nawet ktoś taki jak ja może spotkać miłość swojego życia, a spotkanie to zakończy się happy endem. Przynajmniej ja w takie rozwiązanie wierzę...


Koncertówka, więc wybaczcie proszę przydługi wstęp.

"Wiara, nadzieja, miłość"


"Wiara Nadzieja Miłość" /Robert Kasprzycki/

Umarłem gdy odeszła, nie pozostał po mnie ślad.
Już nie miał dla mnie miejsca ten trójwymiarowy świat.
Nieśmieszny brak powietrza i powietrza śmieszny głód
I wiara pierwsza lepsza też czasami czyni cud.

Odnajdzie mnie na samym dnie
Jej cichy głos jej niewidzialna dłoń.
Utuli mnie jak cienie drzew
Jej ciepła dłoń jej niewidzialny głos.

Wierzyłem że powróci za pół roku może dwa,
Pisałem długie listy lecz atrament plamę dał.
Czekanie na telefon to zajęcie nudne dość,
Nadzieja druga durna też bredziła jak na złość.

Odnajdzie mnie na samym dnie,
Jej cichy głos jej niewidzialna dłoń.
Utuli mnie jak cienie drzew,
Jej ciepła dłoń jej niewidzialny głos.

Gdy wreszcie się zjawiła, na jawie czy we śnie,
Wiedziałem że to miłość, a zresztą kto to wie.
Złocisty ma warkoczyk i w palcach złotą nić
I gdy mi spojrzy w oczy nie muszę o niej śnić.

Odnajdzie mnie na samym dnie,
Jej cichy głos jej niewidzialna dłoń.
Utuli mnie jak cienie drzew,
Jej ciepła dłoń jej niewidzialny głos.







Tak napisali inni:

DelaDeath

28.12.2007 :: 18:45

Welcome back mr. Anders... Meleth
True, nie odpuszczamy, zwłaszcza przyjaciołom ^^ Co do autobiografii to uważam że na pisanie memuarów czas jeszcze się w życiu znajdzie ale koniec roku się zbliża okres silą rzeczy dobry na robienie podsumowań wszelakich. Co do samej reaktywacji to się ciesze, ostatnio przepływ informacji już nie taki co kiedyś to przynajmniej będę wiedział co u ciebie staruszku ^^ Trzymaj się ciepło.

Amris

28.12.2007 :: 04:22

"kopię mojego starego opowiadania fantasy sprzed wielu lat..." - chyba coś obiecywałeś, albo przynajmniej mówiłeś kiedyś że ten temat nie jest zamknięty... :]
Nie odpuszczę w tej kwestii zarówno Tobie jak i jednemu takiemu naszemu wspólnemu znajomemu ;]

Autobiografia jest fajna, tylko dla kogo to, skoro wszyscy odwiedzający Cię tutaj znają Cię z tej strony... a może jednak sam wystawiasz sobie ocenę by pośmiać się za ileśtam lat z "głupoty młodości"? Wszakże coś takiego jak pamiętnik pisze się głównie z myślą o sobie...
Ownlog.com :: Wróć