Meleth Blog

Zostaw po sobie ślad...




gdzie palladyna spotkać można
GG - 3746736
mail - meleth@interia.pl

osoby warte poznania
Artoo - przyjaciel od podstawówki
Amris - tak różni, tak podobni...
Iluzja - w poszukiwaniu wygranej
Strogonov - Brother in Arms...
Halleth - Człowiek godzien naśladowania

wojownicy - inne życie w sieci.


co palladynowi w duszy gra
Blind Guardian - od Bardów wszystko się zaczęło
Nightwish - ten głos, ten klimat... i co z tego, że jest pesymistycznie?
Rhapsody - legendary, enchanted lands of beautiful music
Queen - nieśmiertelna klasyka rocka, której jestem wierny już od 13 lat
Freedom Call - pełen optymizmu i podniosłości klasyczny power metal
Helloween - "We've got the power!"/"Happy, happy Helloween..."
Atrosis - solidny polski rock-gotyk
Dark Moor - ciekawy wokal, interesująca tematyka, dobre instrumenty
Manowar - mało która muzyka tak skłania do działania
HammerFall - co tu dużo mówić? najlepiej przesłuchać :)
Iron Maiden - Bruce, Eddie i inni - koło nich nie można przejść obojętnie
Metallica - żywa legenda
Iced Earth - ...bo wydali Horror Show...
Yngwie Malmsteen - niedościgniony wirtuoz gitary
Sonata Arctica - ludziska narzekają, ale mnie się podoba :P
Mooniligt - polski rock-gotyk o niesamowitym klimacie
Forgotten Tales - nieznani i niedoceniani, a szkoda
Clannad - niezwykle klimatycznie i mistycznie
Gregorian - doskonałe do kojenia nerwów
Therion - te chóry... :)
In Flames - not for the weak
My Dying Bride - klasyczny doom metal - piękny, ale gdyby nie ten wszechobecny growilng...

trochę podręcznych rzeczy
Dark Lirycs - słowa, słowa, słowa...
Power Metal - polski portal powermetalowy
Akademia Górniczo-Hutnicza - gwarantujemy Ci przyszłość w zamian za teraźniejszość :]
Bractwo Bordowego Płaszcza - inne życie w Wojownikach, gdzie jestem szanowanym przywódcą ludu :-)




2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień

Link :: 18.02.2008 :: 14:20
Ostatnia prosta

Amris jak zwykle ma rację. Zaczęła się "sesja" i od razu wcięło moje notki z bloga. Cóż, taka kolej rzeczy. Z resztą... to i tak było do przewidzenia. Tak czy inaczej... napiszę kilka słów i wracam na trasę. Wszak przede mną ostatnia prosta...

"Sesja" - celowo pisane w cudzysłowie. Nie było sesji jako takiej. Tylko projekty. Cztery, obszerne, pisemne i niekiedy upierdliwe. Oraz dwa z nich - na wagę egzaminu - stąd brak "sesji właściwej". Ale to już mam za sobą. Skorzystałem ze sporych zasobów sił, zebrałem sie w sobie, przypomniałem sobie jak się pisze i przede wszystkim przypomniałem sobie, jak to jest być liderem zespołu. No i pociągnąłem za sobą cztery projekty i cztery częściowo odrębne zespoły, biorąc na swoje barki najwięcej, rozdając dyspozycje innym i generalnie stosując taktykę "dziel i zdobywaj". Udało się - cztery projekty gotowe, a oceny w postaci 4,5 lub 5,0 są już w indeksie, lub na dniach będę. I jest dobrze.

W międzyczasie tworzenia projektów były też szczątkowe kontakty towarzyskie - spotkanie z Aiwendilem, ze dwa spotkania ze Strogiem na herbatkę/piwko u niego, dwa z Deunirem w celu odświeżenia zakurzonej znajomości, dwa do trzech z Klajtonem - czy to u mnie, czy na mieście, nawet będą ze dwa z Amrisem podczas jego ostatnich przepustek. W międzyczasie jeszcze trochę literatury (doskonały "Czarny Anioł" Miki Waltariego - rzecz o upadku Konstantynopola), trochę giercowania (wciąż rewelacyjny "Wiedźmin"), trochę czasu przy GG no i jakoś leciało. W tym wszystkim jeszcze jedno niechlubne spotkanie z Amrisem, Chacikiem i Michałem, kiedy to witaliśmy tego pierwszego po jego wyjściu z wojska. To był pokaz mojej nieodpowiedzialności, niedojrzałości i braku asertywności. Wiadomo - jest Amris, musi być i alkohol. No i po raz pierwszy nie wyznaczyłem sobie granic. Albo inaczej - pozwoliłem chłopakom nakłonić mnie do ich przekroczenia. Nie będę się chwalił ile napitku poszło na łebka, nie o to chodzi. Piłem trochę wbrew sobie, bo nie lubię wlewać w siebie wódki na umór - nie bawi mnie to. Ale wiadomo - pod wpływem kolegów - bywa... "Co mi tam, czeka mnie jutro tylko ból głowy i kiepskie samopoczucie, nic ponadto. Szybko przejdzie." - myślałem. Nic bardziej mylnego. Pomijam wstyd jakiego się najadłem, wracając do domu. Po raz pierwszy w życiu do tego stopnie pijany. Pomijam kiepskie samopoczucie, kaca i inne sprawy. Faktycznie, szybko minęły. Ale nie spodziewałem się innej niespodzianki - serce, które w lipcu i sierpniu odebrało swoją porcję stresu stwierdziło, że należy mi dać nauczkę po przepompowaniu iluśtam promili alkoholu. Tak, bolało. Piekło. Kłuło. Lewa ręka mdlała. I tak jeszcze przez jakieś 2 tygodnie od popijawy. Bez możliwości wypoczynku, jak to było w sierpniu. Cóż... samem sobie winien. Jasne, ustąpiło. Ale co się nadenerwowałem, to moje. I nauczka moja. I alkoholowstręt. A wszystko zasłużenie...

Już nie boli, żyjemy dalej. Trzy dni temu popołudnie i wieczór u Garetta, wraz z Arturem, Dżonym i Masterem - czyli Wormsy, Youtube, kanapki i pizza. No i trochę herbaty z prądem - jako jedyny odmówiłem piwa. Fajnie było, jak zwykle. Dzień później - urodziny u Amnrisa. Impreza obowiązkowa. On już wiedział "co i jak". Nie nakłaniał za bardzo do picia, i chwała mu za to. Podniosłem trzy najważniejsze toasty połówkami małego kieliszka - za solenizanta, za gospodarzy i za gości. Z resztę podziękowałem. Ale i tak średnie spożycie alkoholu licząc na łebka było bardzo wysokie. Wszak to impreza u Amrisa. No i widzicie - da się: być na takiej i nie pić. Szkoda, że nie miałem tyle oleju w głowie te 3 tygodnie temu...

Teraz jeszcze dziś podpisywanie płyt przez Nightwisha w Media Markcie, a jutro koncert tychże w Hali Wisły. Ostatnie podrygi magistranta, rzekłbym, jako że po dzisiejszym seminarium dyplomowym jestem zagrzany do walki... znaczy, do pisana magisterki. Trzeba w końcu podjąć to wyzwanie, bo lekkim ono nie będzie. A na zakończenie piosenka, której słuchałem przed wieloma "historycznymi" wydarzeniami w moim życiu. Jej motto, w wolnym tłumaczeniu: "Jeżeli chcesz wygrać tę walkę, po prostu uwierz w to!" Amen. :-)



I BELIEVE


"I believe!" by Manowar

From the darkness I walk into the light
From the day I walk into the night
From the shadows I will appear
With a message for all who will hear

For the weak of heart I will be strong
To the defenders of faith I will belong
Till the last of us fight till we die
Till the keys of the kingdome are mine

All stand together for the world to see
Now the time is right to live out all our dreams
Say the words forever, your strength will never leave
If you want to win the fight, say "I believe"

From the darkness I walk into the light
From the day I walk into the night
From the shadows I will appear
With a message for all who will hear

For the weak of heart I will be strong
To the defenders of faith I will belong
Till the last of us fight till we die
Till the keys of the kingdome are mine

All stand together for the world to see
Now the time is right to live out all our dreams
Say the words forever, your strength will never leave
If you want to win the fight, say "I believe"

Let's all stand together for the world to see
Now the time is right to live out all our dreams
Say the words forever, your strength will never leave
If you want to win the fight, say "I believe"
If you want to win tonight, say "I believe"

Komentuj (1)