Link :: 09.04.2005 :: 20:24
2.04.2005, 21:37
Miałem plan napisać notkę, wyrażającą mój smutek i tę dziwną psutkę, które odczuwam po śmierci Człowieka, którego przecież nigdy nie znałem - Jana Pawła II Wielkiego. Ale doszedłem do wniosku, że nie potrafię... Kilka lat temu takie stwierdzenie byłoby dla mnie hańbiące, gdyż uważałem, iż każde uczucie można wylać na papier. Wtedy jednakże uważałem się za humanistę i człowieka dobrze operującego słowem. A dziś widzę w sobie jedynie resztki tamtej osoby... Chociaż, może to nie dlatego. Może po prostu pisanie o tym, że czuję się, jakbym stracił bliską mi osobę oraz jest mi tak jakoś smutno, choć staram się równocześnie być pogodnym, jak On zalecił, jest zbyt banalne. W sumie większość słów wydaje się tutaj banalnymi. Albo faktycznie straciłem umiejętność wyrażania głębszych uczuć... Sam już nie wiem.
On odszedł, ale Jego nauki pozostały. Najlepiej uczci się Jego osobę, zgłębiając je, zachowując w sercu i wcielając w życie. Podążając wskazywanymi przez Niego ścieżkami. Naśladując Go życiem. Ech, wiele można pisać, ale jak już wspomniałem, słowa nie wyrażą tego, co serce czuje. Poza tym niektóre uczucia nie powinny być wypowiadane. Nabierają wówczas większej wartości i nie stają się nigdy sztuczne i nieprawdziwe. A kto ma dostrzec te uczucia, i tak je dostrzeże...
Planowałem napisać jak wielką postacią był, ale to można stwierdzić nawet obserwując ostatnimi czasy świat - bo czyż jakikolwiek inny człowiek (pomijając Chrystusa...) potrafił tak jednoczyć świat, nawet po swej śmierci? Wiem, że to, co się teraz obseruje, nie potrwa wiecznie, że ludzie w końcu wrócą do swoich spraw i pamięć po Nim trochę się przykurzy. Ale po pierwsze będzie ona żywą pamięcią tak długo, jak długo będę żyli naoczni świadkowie Jego pontyfikatu, powiedzmy jeszcze dzisiejsi 14-15-latkowie. A po drugie, niech choćby niewielki procent ludzi będzie wcielało Jego nauki w życie, to i tak będzie ogromny sukces. Bo jak mówi Pismo: "Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania." /Łk 15,7/
Cóż, nie mam pomysłu co mógłbym napisać. W tej chwili bardziej kieruje mną potrzeba podzielenia się z kimś smutkiem, niż pisanie czegoś konretnego. Wiem, że On zmarł dokładnie tydzień temu, ale wcześniej jakoś nie miałem czasu/okazji/nastroju do napisania czegoś tutaj...
Jeszcze jedna myśl. A raczej cytat. Z przepięknej ballady w wykonaniu grupy HammerFall:
"Nothing on earth stays forever
But none of your deeds were in vain
Deep in our hearts you will live again
You're gone to the home of the brave
My eyes are closed I feel you're far away (so close)
Far beyond that shining star
I know you'll find what you've been fighting for
Far beyond that shining star"
Może to dziwnie zabrzmi, ale obiecałem sobie dawno temu jakoś zamanifectować ten tekst po Jego śmierci. Nie wiem, dlaczego. Tak po prostu.
A na koniec pociecha, że mimo wszystko kiedyś jeszcze spotkamy największego Polaka, jaki kiedykolwiek żył na Tej Ziemi:
"Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie." /J 11,26/
Komentuj (2)
Link :: 14.04.2005 :: 23:13
"Nightfall in Middle-Earth"
W końcu. Po ponad dwóch miesiącach cierpliwego czekania w końcu dostałem telefon z Metal Shopu na Grodzkiej. I co z tego, że w samym środku wykładu? Ważne, że usłyszałem wyczekiwane z dawna słowa: "płyta czeka na ciebie". W godzinę po zakończeniu zajęć już byłem na miejscu i odebrałem mój urodzinowy (sic!) prezent - płytę "Nightfall in Middle-Earth" zespołu Blind Guardian. Moim skormnym zdaniem jedo z największych dzieł muzyki metalowej (jeżeli nie najlepsze - dla mnie samego, of corz). Płytę tę szef Metal Shopu sprowadzał prosto z ojczystego kraju Bardów - z Niemiec. Fajnie tak. :) Tylko szkoda, że poza tekstami piosenek i częścią podziękowań, cała reszta słowa pisanego we wkładce jest w oryginale, tj. po germańsku. Cóż, nie można mieć wszystkiego. :P Poszukam w sieci tłumaczenia... No nic, szczęśliwy dotarłem do domu. Siadłem cierpliwie nad laborką z PST, a po zakończeniu tej roboty włączyłem Płytę. Tylko na chwilkę. Tylko zobaczyć,czy jest z nią wszystko w porządku. I dałem się porwać...
Już pierwsze dźwięki bitwy, dobiegające z głosników, wciągnęły mnie bezpowrotnie w tamten świat. Świat pełen magii, który zamieskziwały elfy, krasnoludy, hobbici, ludzie, Majarowie, Valarowie, a także orkowie, trolle i inne stwory powołane do życia przez mrocznego pana na Utumno - Morgotha. Muzyka i słowa opowiadały historię za historią z zaczarowanego świata Ardy - z Valinoru - Zachodnich Lądów oraz z Beleriandu - północnych ziem Śródziemia. Niemal każdy tekst przywodził na myśl koejne wydarzenie i kolejnych bohaterów Silmariliona - jednego z największych dzieł literackich mistrza Tolkiena. Solówki gitarowe przeplatały się z heroicznymi czynami elfów i ludzi, kolejnymi bitwami, podstępnymi knowaniami mrocznego władcy i jego poddanych a także z jasnymi promieniami nadziei, dochodzącymi do Beleriandu z samego Valinoru. Przed oczami przesuwają się kolejno obrazy Bitwy Gniewu, kończącej panowanie Morgotha w Śródziemiu ("Into the Storm"), zapadnięcia zmroku nad Valinorem po zniszczeniu przez Morgotha Dwóch Drzew ("Nightfall"), dramatycznej przysięgi i klątwy Feanora ("The Curse of Feanor"), ciężkiej niewoli i oswobodzenia Maedhrosa, najstarszego z synów Feanora ("Blood Tears"), założenia Ukrytego Królestwa Gondolinu ("Mirror, Mirror), przemarszu Nolodorów przez położoną na dalekiej północy przełęcz Helkarakse podczasu ucieczki z Valinoru i powrotu do Śródziemia ("Noldor - Dead Winter Reigns"), tragicznego pojedynku króla wszystkich Noldorów - Finfolfina, brata Feanora - z czarnym lordem Morgothem ("Time Stands Still"), ciężkich losów Berena i wielu prób, na które została wystawiona jego miłość do Luthien ("Thorn", "When Sorrow Sang") oraz piątej bitwy o Beleriand - Bitwy Nieprzeliczonych Łez - podczas której niemal cała nadzieja na powrót pokoju do Śródziemia umarła ("A Dark Passage"). Te utwory poprzeplatane są z 12 dłuższymi lub krótszymi przerywnikami, przedstawiającymi jeszcze inne sceny i historie, zawarte w Silmarilionie. Tę książkę czytałem po raz drugi całkiem niedawno, co pozwoliło mi na szybkie i w miarę dokładne dopasowanie utworów do sytuacji. Pozwoliło mi to również na szybkie zagłębienie się w tym magicznym, fantastycznym świecie. Magia Śródziemia ożyła na tę godzinę. A wraz z nią ożyła magia tamtych odległy czasów, niemal 2,5 roku temu, kiedy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy, i oddałem się wówczas bez reszty tamtej muzyce [btw - wielkie DZIĘKI dla właścicielki tamtej płyty w brązowym, pomiętym opakowaniu, zaopatrzonym w kartkę z zeszytyu w kratkę, na której zapisane były tytuły utworów - gdyby nie ona, pewnie słuchałbym teraz techniawy, jak dres-sąsiad piętro wyżej ;-)]. Przypomniały się czasy, gdy wszystko byo takie proste i łatwe, nie miało się tylu problemów, a na twarzy bardzo często gościł uśmiech. To były piękne czasy... Piękne czasy 2,5 roku temu. I piękne czasy Pierwszej Ery Śródziemia.
"Thus ends the fifth battle
By the treachery of men the field is lost
The night falls and great is the triumph of evil
The league is broken
The last vestige of hope lives in the hidden king
Only he troubles the dark one's mind
Only he could bring ruin to the black foe
Though the land lies down in agony and the curse lives on
A new star shall arise
And a new day shall come, again"
Tymi słowami narratora kończy się płyta. Zalega cisza... Otwieram oczy i czar pryska. Juz nie jestem w umęczonym wojnami, lecz wciąż pięknym Beleriandzie, nie jestem w zaczarowanym lesie Doriathu, gdzie Luthien Tinuviel tańczy wśród drzew, nie jestem w zielonym Ossiriandzie ani w zatoce Falas, czekającej na okręty z Zachodu, nie jestem w przejmujących grozą lochach Utumno, gdzie Morgoth ma swą mroczną siedzibę, nie jestem w Eldamarze - lśniącym mieście elfów na wschodnich ziemiach Valinoru. Jestem znów w swoim domu. Zamiast śpiewu wiatru między drzewami, słyszę dźwięk wyłączającej się płyty. Zamiast zielonych wzgórz widzę biurko, na którym leżą książki, z których za chwilę trzeba będzie się uczyć. A na mnie nie czeka chwalebna bitwa z nadciągającą z północy armią orków, lecz nauka do późna i znów zbyt krótka noc. Czar prysnął. Ale do tamtych miesjc zawsze można powrócić. Wystarczy tylko odrobina spokoju. Odrobina wyobraźni. I odrobina muzyki...
Komentuj (1)